News
Wyprawy
Plany
Różne zdjęcia
Linki
Kontakt
Moja Jawa TS350
Usprawnienia
Remont Jawy (fotki)
CZ 350 Oli
Remont CZ (fotki)
Rower
Przyczepka rowerowa

e-mail

Dzień 22 - 26

22 DZIEŃ

Znowu wstajemy za poźno. Wentyl w tylnym kole nie wytrzymał, a, że nie możemy go wymienić znowu trzeba zmieniać całą dętkę. Włączając wizytę w markecie w Imst wychodzi na to, że ruszamy dopiero o 13.00. Po parunastu kilometrach niebo pokrywają ciemne chmury, zanosi się na burzę. Chowamy się pod szklanym dachem przed wejściem do informacji turystycznej. Po kilku minutach zrywa się tak silny wiatr, że przewraca wszystkie okoliczne reklamy itp. Zaczyna lać, sypać gradem większym od orzechów laskowych. Przez dobre 40 minut czekamy na polepszenie się pogody. Ruszamy na 6-8% podjazd. Równo z nami jedzie kolarz na szosówce. W połowie podjazdu widzimy, że coś się stało na drodze. Motocyklista "uśliznął" się i wypadł z zakrętu. Nic mu nie jest, ale motocykl leży między drzewami kilka metrów za drogą gdzie teren opada mocno w dół. Audi próbuje wyciągnąć go liną, ale nie udaje się. Widzimy, że wszystko jest dobrze zorganizowane (nawet ruch wahadłowy), więc jedziemy dalej. Wjeżdżamy do Niemiec. Tu jeździmy często ścieżkami rowerowymi wzdłuż dróg. Nagle na ścieżkę wjeżdża jakiś idiota samochodem. Ja hamuje, ale Alex nie zdąża zareagować, uderza we mnie i przewraca się. Zdarł sobie nogi i ręce (dodatkowo nadwyrężył sobie jedną rękę). Samochodziarz nawet nie spytał się czy wszystko w porządku tylko pojechał dalej. Dojeżdzamy 8 km za Bad Tölz. Grabie znowu wysiada wolnobieg. Jest już ciemno, więc decydujemy się spać przy drodze.

23 DZIEŃ

Wstajemy o 5.00. Zimno i mokro wszędzie. Rower Graby doprowadzamy do działania resztką WD-40. Po 8 km jazdy rozgrzewamy się na tyle by zdjąć polary. Rozpoczyna się Tour de WC (nie mamy już papieru). Stacji jak nie było tak nie ma. Nie schodzimy poniżej 30 km/h. W końcu po kilku kilometrach jest stacja..:) .Jedzie się strasznie. Ani to góry, ani płaski teren. Ciągle w górę i w dół. Strasznie nas to denerwuje. Około 12 drzemka. Zleciało się pełno os i musieliśmy wstać i jechać dalej. Żarcie w Niemczech jest już w miarę tanie (nie potrzebnie się obkupiliśmy w Austrii). Czujemy, że Polska już blisko. Ściemniło się, podjeżdżamy pod jeszcze jedna górkę i kładziemy się spać (bez namiotu). W nocy budzi nas deszcz. W oddali słychać błyskawice. Będzie burza. Staramy się jak najszybciej rozłożyć namiot. Niestety już pada i zrywa się bardzo mocny wiatr. Coraz mocniej leje, wichura rozrywa nam namiot w czasie rozkładania. Realizujemy plan B. Pakujemy wszystko najszybciej jak się da i zjeżdżamy w strugach deszczu do najbliższej wsi. Nocleg znajdujemy na przystanku dla szkolnych autobusów.

24 DZIEŃ

Rano przy śniadaniu na przystanku zastaje nas Niemiecka młodzież. Coś tam gadają i odchodzą. Jedziemy główną drogą, która staje się drogą szybkiego ruchu. Jedziemy nią jeszcze kawałek i zjeżdżamy na boczną drogę, która wije się w górę i w dół, w górę i w dół już mamy tego dość!!! Jedziemy do drogi szybkiego ruchu, by jak najszybciej dojechać do Czeskiej granicy. Samochody standartowo na nas trąbią ;) Mijamy ciężarówkę, która wpadła do rowu, wiozącą nowiutkie auta. Wreszcie jesteśmy w Czechach. Na stacji są nasze ulubione i tanie bagiety (świetna sprawa. Bułki coś jak fast food tyle, że pakowane w folie. Można je sobie podgrzać i dopiec do woli w mikrofalówkach na stacjach). Na stacji rozpętuje się burza, a my ucinamy sobie drzemkę między dystrybutorami paliw dla ciężarówek. Jedziemy Czeską ścieżką rowerową. Graba pierwszy odczuwa, że wyjechaliśmy z Unii przewracając się na śliskiej po deszczu wyrwie w ścieżce. Dalej już jedziemy normalnymi drogami. Po ciemku w Plzň gubimy się ponieważ są roboty drogowe i nie można jechać za drogowskazami. Z miasta wyprowadza nas miejscowy. Prowadzi nas przez miasto samochodem. Nieźle się wtedy namachaliśmy bo nie schodził poniżej 30 km/h. Śpimy za Plzň między drogą, a torami kolejowymi. (Graba znów tak obtarł sobie uda, że ledwie jedzie).

25 DZIEŃ

Już jutro będziemy w domu. To dodaje nam energii. Ciągłe podjazdy i zjazdy nie robią już na nas takiego wrażenia. Coś zacina mi się licznik. Ciągle pokazuje 26 km/h. Gapię się na niego i w tym momencie słyszę krzyk (jak się później okazało Alexa). W tym momencie uderzam w znak drogowy kierownicą. Wyrzuca mnie z roweru i uderzam głową w asfalt zdzierając ja sobie trochę (znak nie stał na poboczu jak to zwykle bywa lecz na drodze - było to tymczasowo postawione ograniczenie do 50 km/h ). Zrobiło mi się niedobrze, trochę mnie zamroczyło. W rowerze skrzywiona przednia oś, przednie koło tak powyginane, że nie mieści się w widelcu i ciężko je było z niego wyjąć. Na 10-tki samochodów przejeżdżających obok zatrzymały się dwa (w tym jedna stara Skoda), ale nie mogli nam raczej w niczym pomóc. Przednie koło siłowo (skacząc po nim) udało się na tyle wyprostować by móc kontynuować jazdę (co prawda bez przedniego hamulca). Właśnie uświadomiliśmy sobie, że woda utleniona została w Polsce. O dziwo najbliższy patrol Czeskiej Policji również takiej nie posiadał ;(. Jedzie mi się trochę dziwnie. Ciągle czuje się lekko zamroczony, ale powoli mi przechodzi. Nigdzie po drodze nie ma stacji benzynowej i dopiero po kilku kilometrach mogę przemyć rany w przydrożnym hotelu. Kładziemy się spać w przystanku na Czeskiej wsi. Słyszymy, że gdzieś w pobliżu jest jakaś impra. Po kilku godzinach, grupka młodzieży idzie w naszą stronę. Blondyna wchodzi do przystanku zapalić. W tym momencie podnoszę głowę, a Alex coś tam mówi. Panienka łapie takiego styka, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie widziałem, piszcząc na całą wioskę ;))). Kiedy ocenia, że nie jesteśmy raczej niebezpieczni odchodzi mówiąc "dobranoc". Jej kolesie razem z nami nie mogą powstrzymać śmiechu ;). Zasypiamy.

26 DZIEŃ

Dojeżdżamy do Czeskiej granicy z Niemcami. Mylimy drogę i podjeżdżamy pod przejście dla TIR'ow. Nie chcą nas przepuścić, więc musimy wracać kilka kilometrów do właściwego przejścia. 30 parę km przez Niemcy i już jesteśmy w Polsce. Musimy teraz uważać, co mówimy, gdyż ciężko przyzwyczaić się, że każdy nas rozumie;) I te Polskie rejestracje na każdym samochodzie. Nie wiedzieć czemu jedzie nam się o wiele szybciej, nie odczuwamy zmęczenia. Gonimy na zmiany do Zielonej Góry. Mijają kilometry. Dzwonie do domu, że zaraz się pojawimy. W połowie podróży zacząłem mieć kłopoty z tylną piastą. Teraz ze stożka zostały strzępy i słychać mnie z odległości "kilku kilometrów".;))) Różne zgrzyty i trzaski. O 1 w nocy podjeżdżamy pod dom. Rodzina i jeden znajomy już wiedza, że nadjeżdżamy (usłyszeli jakieś niepokojące odgłosy (moją piastę) przez otwarte drzwi balkonowe ;).

Wstęp
Uczestnicy
Dzień 1,2,3,4,5,6
Dzień 7,8,9,10,11
Dzień 12,13,14,15,16
Dzień 17,18,19,20,21
Dzień 22,23,24,25,26
Podsumowanie
Statystyka
Ciekawostki
My w mediach
Galeria
  1 2 3 4 5 6
Wyprawa 2002
Wyprawa 2007
trasa wyprawy

2002-2006 © M4riush & gr4b4. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.