News
Wyprawy
Plany
Różne zdjęcia
Linki
Kontakt
Moja Jawa TS350
Usprawnienia
Remont Jawy (fotki)
CZ 350 Oli
Remont CZ (fotki)
Rower
Przyczepka rowerowa

e-mail

Dzień 1 - 6

1 DZIEŃ

Wreszcie nadszedł długo oczekiwany dzień wyjazdu. Dokupujemy jeszcze klocki i szprychy. W hurtowni śrub ważymy rowery wraz z bagażem. Nie jest tak źle ;) od 40 do 45kg. Chcemy dzisiaj dojechać do Szklarskiej Poręby (przez Kożuchów i Bolesławiec) Jazda z sakwami okazuje się dosyć ciężka. Trudno. Musimy się do tego przyzwyczaić. Mijamy pierwsze podjazdy. Zaczynają się góry. W połowie drogi ucinamy sobie 2-godzinną drzemkę (w nocy zamiast spać pakowaliśmy się) połączona z posiłkiem (palnik Primus Multifuel sprawuje się znakomicie).W Szklarskiej na stacji obsługa każe Grabie zmywać mopem WC, który sami zachlapaliśmy co poprawia nam humor na jakiś czas (Grabie też ;)). Nocleg znajdujemy na podwórzu sklepu rowerowego na końcu miasteczka. Zbiera się na deszcz. Jakoś nikt nie może przypomnieć sobie gdzie są szpile do namiotu. Znajdujemy jest po 20 minutach i namiot udaje nam się rozbić na kilka sekund przed ulewą.

2 DZIEŃ

Pobudka o 7.30. Leje deszcz wiec czekamy w namiocie (aż do 10-tej). Na chwile przejaśnia się. Decydujemy się ruszyć w trasę. Niestety już na 1-wszym podjeździe zaczyna znowu lać. Podjeżdżamy do przygranicznej stacji benzynowej gdzie wymieniamy walutę i z plastikowych butelek "rzeźbimy" przeciwdeszczowe osłony na buty. Zaczyna się zjazd, nie ma już na nas żadnej suchej nitki. Przy 50-70 km/h widoczność drastycznie spada dzięki litrom wody uderzających w oczy z duża siłą (zastanawiam się, czemu nie założyłem okularów rowerowych i czemu jadę dalej bez nich skoro prawie nic nie widzę mrużąc oczy). Mijamy Harahovo, kolejne podjazdy i zjazdy. Ledwie wyrabiamy się w zakrętach. Ulicami płyną "rzeki". Powoli robi się coraz bardziej płasko. W betonowym przystanku autobusowym robimy sobie postój (2 godziny + kus kus na obiad ;) ). Komuś w pobliżu zepsuła się Skoda. Ciągle leje. Stracone w dzień kilometry chcemy nadrobić nocą. Z sakw wylaliśmy od 0,5 do litra wody (chyba je za bardzo przepakowaliśmy i nie dało się ich szczelnie domknąć). Klocki starłem do zera. Zdążyły mi częściowo zjechać nową obręcz (metal tarł o metal). W nocy rzeczywiście udaje nam się zrobić sporo kilometrów, ale ciągle leje deszcz. Wciąż nie możemy znaleźć miejsca na nocleg. W końcu naszym oczom ukazuje się przystanek jak marzenie (murowany z drzwiami i oknami). Prawie wszystko co mamy jest mokre. Baterie do wyrzucenia. Nawet śpiwory mamy mokre.

3 DZIEŃ

Obudziło nas słońce. Suszymy ubrania i rzeczy zajmując praktycznie całą centralną cześć Czeskiej wioski, blokujemy jedną ulice (zrobiliśmy sobie wieszak przez drogę ;) miedzy słupem a drzewem co skutecznie blokowało samochody;) ). Mamy problem. Nie mamy wody, w pobliżu nie ma żadnego sklepu, a rzeczy będą się suszyć jeszcze długo... "Nagle", po kilku godzinach podjeżdża jakiś dziadek Skodą i 15 metrów od nas nabiera wodę ze studni wyposażonej w elektryczna pompę!!! Nie wiemy jak to możliwe, że jej nie zauważyliśmy... Jeden wielki ROTFL. Wyruszyliśmy dopiero o 14.30 Po 36 km urwałem korbę (a dokładniej złamałem oś suportu). Teraz pozostało mi napędzanie roweru jedną nogą (TIME'y naprawdę dobrze się spisały w tym zadaniu). Gdzie niegdzie ciągnięto mnie na lince. Na 45 kilometrze trafiamy na serwis rowerowy. Jest zamknięty, ale zastajemy żonę właściciela Stefankę (czy jakoś tak;), uściślając to nawet niezła ta żonka ;) )Części maja być za godzinę. Ledwie wypijamy cappucino i rozpętuje się burza. Ku naszej uciesze możemy się schronić w pomieszczeniu obok sklepu rowerowego. Wreszcie pojawia się właściciel sklepu. Za nowy suport i stalowa korbę jak z marketu dałem 25 euro. Jakoś dziwnie mi się pedałuje, ale w końcu się przyzwyczajam. Dziś znowu zrobiliśmy trochę kilometrów w nocy, przez wiele kilometrów towarzyszyły nam świetliki. W Turnow gdzieś na uboczu rozbijamy namiot. Znowu pada deszcz.

4 DZIEŃ

Rano ponownie wita nas słońce. Co 3,5 minuty słyszymy przejeżdżające pociągi (w tym co jakiś czas pełne nowiutkich Skód. Ledwie wyruszyliśmy i zaczęło lać. Znowu cali zmokliśmy. W pewnym momencie widząc kierunkowskaz, krzyczę "Alex patrz!! Chynów" Mam dom w dzielnicy Zielonej Góry nazwanej Chynowem. Alex tego nie wiedział i skręcił Ruch był tak duży ze ponowne dostanie się na właściwą drogę zajęło nam z 5 minut. Przed granica dorwaliśmy prysznic na stacji i standartowo skonsumowaliśmy bagiety (teraz Czechy kojarzą nam się wyłącznie z bagietami na stacjach ;) ). Do samej granicy Austriackiej droga jest strasznie pofałdowana co nie przypada nam do gustu (ciągle tylko w górę i dół, żadnego kawałka płaskiego). Austriackim celnikom trudno uwierzyć, że ten ktoś na zdjęciu to Graba (bardzo stare zdjęcie), ale w końcu mijamy granicę. Od razu czujemy się lepiej. Wszystko jest zadbane, równe drogi i nie wiadomo czemu czasami nawet połowa samochodów mijających nas to Polacy. Kierujemy się na Linz. Mijamy 3 rowerzystów z sakwami. Droga pnie się do góry. Przed nami roboty drogowe (dawno już się ściemniło). Okazuje się, że jest budowany tunel przez górę, na którą musimy wjechać. Mamy szczęście, że na zjeździe jedziemy z taką samą prędkością co samochody (50-70 km/h), które oświetlają nam drogę. Jak to lubię mówić - masakryczny zjazd ;). Znowu trochę podjazdów i po 3 kilometrowym zjeździe, na którym kierunek wskazywały nam wyłącznie odblaskowe słupki przy drodze, droga "kończy się" autostradą. Dochodzimy do wniosku, że nie ma sensu narzucać dodatkowe kilometry i dalej jedziemy główną drogą ;) Po kilku kilometrach zatrzymuje nas Policja. Udajemy, że nic nie wiemy o autostradzie, ciemno przecież jest ;). Na szczęście policjanci są przyjaźnie nastawieni i po angielsku tłumaczą nam jak z niej zjechać i trafić na boczną drogę. Po krótkim czasie dojeżdżamy do jakiś domków. Graba próbuje załatwić nocleg. Właściciel posesji zgadza się, ale dopiero po kilku minutach, kiedy załapuje, że chodzi o postawienie namiotu. (my nie znamy niemieckiego, a on angielskiego, ale chęć porozumienia się jest silniejsza;) ).

5 DZIEŃ

W Linz, w informacji turystycznej (mówią tam płynnie po angielsku, dostajemy mapkę miasta) dowiadujemy się jak trafić do kafejki internetowej. Ceny są dla nas kosmiczne. (np. bułka 60 centów). Trochę się gubimy chcąc w końcu wyjechać z miasta. W odnalezieniu drogi do Wels pomaga nam "tubylec" na rowerze, prowadząc nas na odpowiednia ścieżkę rowerową. Jedziemy wzdłuż rzeki. Po kilku kilometrach trafiamy na tamę. Szybki posiłek i ruszamy dalej. Mija nas koleś na kolarce. Wsiadamy mu na koło i przez następne 18 km jedziemy z prędkością 35 km/h. Kolarz nagle skręcił, a ja pojechałem prosto (nie wyrobilem się z sakwami i wjechałem na wał) - myślę sobie -odpadliśmy. Jednak Alex znowu wsiada na koło kolarzowi. Przez następne 16 km prędkość praktycznie nie schodzi poniżej 30 km/h Jesteśmy wypompowani z sił. Póki co był to największy wysiłek wyjazdu. Dojechaliśmy za Wels i postanowiliśmy się porządnie wyspać. (nocleg przed Voclabruck)

6 DZIEŃ

Wstajemy. Znowu nieświadomie rozbiliśmy się koło przejazdu kolejowego. Co chwilę słyszymy przejeżdżające pociągi. Jak zwykle... pada deszcz. Czym prędzej ruszamy. Co chwilę zmienia się pogoda. Już nie wiemy jak się mamy ubrać. Mijamy piękne Austriackie miasteczka. Widać już pierwsze szczyty Alp (gdzieniegdzie pokryte jeszcze śniegiem). Trochę się pogubiliśmy w Hallein. Zjeżdżamy kanionem wzdłuż rzeki i torów kolejowych. Naprawdę rewelacyjne zjazdy i podjazdy. Droga mija się również wielokrotnie z autostradą, która biegnie tunelami. Kierujemy się na kilkukilometrowy tunel przez który przejeżdża się pociągiem. Góry nocą wyglądają przepięknie. Nocujemy na przydrożnym campingu za darmo, gdyż rozbiliśmy się w nocy i praktycznie mało kto nas widział ;). Dziś w namiocie panuje nieziemski smród. (kilkudniowe przemoczone deszczem, "zakonserwowane" w sakwach rzeczy dają o sobie znać).

Wstęp
Uczestnicy
Dzień 1,2,3,4,5,6
Dzień 7,8,9,10,11
Dzień 12,13,14,15,16
Dzień 17,18,19,20,21
Dzień 22,23,24,25,26
Podsumowanie
Statystyka
Ciekawostki
My w mediach
Galeria
  1 2 3 4 5 6
Wyprawa 2002
Wyprawa 2007
trasa wyprawy

2002-2006 © M4riush & gr4b4. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.