News
Wyprawy
Plany
Różne zdjęcia
Linki
Kontakt
Moja Jawa TS350
Usprawnienia
Remont Jawy (fotki)
CZ 350 Oli
Remont CZ (fotki)
Rower
Przyczepka rowerowa

e-mail

Dzień 12 - 16

12 DZIEŃ

Wstaliśmy dosyć późno. Jest taki upał, że ciężko się oddycha (55°C). Dojeżdżamy do najbliższego marketu (20 km). Naprzeciwko jest stacja benzynowa z kawałkiem cienia gdzie jemy i kładziemy się dalej spać (nie ma sensu jechać w taki upał, dodatkowo po wczorajszym wysiłku) Śpimy do 17-stej i ruszamy dalej, z zamiarem jazdy w nocy. Podjazdy wydają się cięższe niż Alpejskie. Choć o małym nachyleniu wydają się nigdy nie kończyć. Dodatkowo ten upał. Ledwie uda nam się podjechać pod jeden, krótki zjazd i już następny podjazd - jeszcze gorszy. Robi się ciemno. Teraz temperatura bardziej sprzyja pedałowaniu. Przejechaliśmy ponad 80 km i dopiero zaczął się pierwszy większy zjazd. Chce nas wyprzedzić jakiś samochód, ale akurat się rozpędzamy i na zjeździe na zakrętach jesteśmy szybsi od niego. Na końcu zjazdu obracam się, a samochód nie wyprzedza nas tylko jedzie przy Grabie i cos tam się wydzierają. Okazało się, że po prostu gratulują nam. Z początku myśleli, że jedziemy motocyklami ;)). Mijając mnie i Alexa trąbią i gestykulują coś na znak "nieźle chłopaki". Za kilka kilometrów na ciemnych podjazdach mija nas kolejny niezwykły samochód. Kolesie próbują nas nastraszyć rykiem ;) Na co automatycznie odpowiadamy tym samym ;). Dojechaliśmy około 1 w nocy za Monte Fiascone. Dziś śpimy pod chmurką. To był najcięższy dzień do tej pory.

13 DZIEŃ

Żeby zdążyć do Rzymu za dnia musimy jechać w najgorszy upał. Ledwie pomaga polewanie się wodą na stacjach. Na 43 km Graba złapał gumę. O dziwo to pierwsza pana w ciągu całego wyjazdu (około 50 km przed Rzymem).Alex wydał z siebie jednoznaczne "O #%$@#, mnie by się teraz nie chciało zmieniać opony" ;). Przejechaliśmy 6km i tym razem Alex traci powietrze. Aż dziwne, że przez ponad 1700km nic, a teraz nagle aż w dwóch rowerach. Powoli Alex z Grabą zaczynają podejrzewać mnie o sabotaż ;). Dojeżdżamy do Rzymu, ciągle droga pięła się pod górę, dopiero teraz na przedmieściach zaczyna się dłuższy zjazd. W recepcji pierwszego lepszego hotelu dostajemy mapkę i info jak trafić do Koloseum i Watykanu. W Rzymie drogi po 4 pasy na każdy kierunek ruchu są bez żadnych linii. Każdy jedzie jak chce. Co rusz ktoś sobie staje na środku skrzyżowania i np. czyta mapę ;) Wszyscy parkują gdzie chcą i jak chcą ;) i do tego tyle skuterów, co samochodów. Oglądamy Watykan. Dużo tu Polaków - musimy uważać, co mówimy;). Mają tu też dobrą wodę. Niestety nie widzieliśmy Papy. Koloseum jest mniejsze niż sobie wyobrażaliśmy. W sumie średnio to ciekawe. W drodze powrotnej gubimy się w wąskich jednokierunkowych uliczkach Rzymu. Znajdujemy w końcu jakąś główną drogę, ale jak się później okazało pojechaliśmy nie w tą stronę co trzeba (jakoś nie chciało mi się zmieniać baterii w GPS'ie i zdaliśmy się na własny instynkt ;) ).Robi się ciemno. Nareszcie wyjeżdżamy z miasta i śpimy 10 km za nim.

14 DZIEŃ

Wstaliśmy raczej późno. Standartowo śniadanko. Graba odpala kuchenkę (wcześniej zazwyczaj robiłem to ja), nagle bucha ogień i zapala pobliską trawę. Gasimy butami, ale i tak zostaje wypalony okrąg o średnicy 0,5 metra;) Kierujemy się na Ladispoli (nadmorskie miasteczko), gdzie w upale wylegiwujemy się na plaży, ewentualnie kąpiemy w morzu. W końcu ruszamy i dojeżdżamy do stacji benzynowej (30 km) gdzie wreszcie znajdujemy schronienie przed upałem. Śpimy tak do wieczora, gdy będzie już chłodniej. Ładuje telefon. Znowu chcemy jechać nocą. 800m za stacją uświadamiam sobie, że zostawiłem ładującą się komórkę. Na szczęście nikt jej nie zabrał. Jedziemy drogą krajową SS1. Kierunkowskazy wyraźnie mówią, że dalej jest to właśnie SS1, a nie autostrada (krótkie drogi szybkiego ruchu wyglądają tu jak autostrady, więc jedziemy dalej, szczególnie, że żadnego znaku nie było. A może nie zauważyliśmy- ciemno jest ;)) ). Nagle policja na sygnale każe nam zjechać na stację benzynową. Coś tam jeden z nich krzyczy ;). Dowiadujemy się, że są to ostatnie kilometry autostrady, na którą wjechaliśmy. Prowadzą nas na jakąś polną drogę. Problem w tym, że żeby się na nią dostać trzeba przerzucić 45 kg rowery przez ponad 1,5 metrowe ogrodzenie;(. Policjanci nie są tego świadomi i każą je nam jak najszybciej przekładać. Jakoś nam się to udaje. Po 2 km jazdy jakimiś dziurami wzdłuż autostrady wjeżdżamy wreszcie na SS1 (koniec autostrady). Nocą jedzie się bardzo dobrze, ale to nie koniec atrakcji na dziś. Po 100 km Grabie pada wielotryb (zapadki się wysłużyły i kręci się w obie strony - nie chce ciągnąć koła) Pomaga czyszczenie WD-40, ale to tymczasowe wyjście. Ja i Alex czujemy, że coś na meczy na żołądku (pewnie ta woda, którą zdążyliśmy wypić, zanim zauważyliśmy, że pływają w niej jakieś syfy. Włosi ze stacji nam w końcu powiedzieli, że to do podlewania woda była, ale trochę za późno ;) ).Jest 3-cia nocy! Na 119 km Alex łapie gumę i tym sposobem kończymy jazdę na dziś. O tej porze już nie chce nam się myśleć, a co dopiero łatać dętkę ;)

15 DZIEŃ

Obudził nas "traktor" gąsienicowy orzący pole tuż obok nas. W upale dojeżdżamy do przydrożnego baru. Tam jemy i w cieniu wylegiwujemy się. Decydujemy się w upale jechać do Grosseto. W punkcie informacyjnym pytamy o kafejkę internetową. Niby dostaje jakieś namiary, ale okazuje się, że to następny punkt informacyjny z komputerem, z którego można poznać historię miasta itp., ale bez netu ;( .Panienka w informacji nawet nie zna ulic w swoim mieście i korzystając z książki telefonicznej i mapy nie umie powiedzieć gdzie jest najbliższy rowerowy. Starając się wyjechać z miasta tylko dzięki przypadkowi odnajdujemy sklep rowerowy gdzie Alex może dopompować koło (nie wziął przejściówki z presty na samochodowy, a jego pompka nie wytwarza wystarczającego ciśnienia). Dalej znajdujemy jeszcze 2 rowerowe!! Wchodzimy do jednego. Jak się dowiedzieli skąd jesteśmy obdarowali nas bidonami i wskazali drogę do kafejki, która okazała się być punktem obsługi jakieś włoskiej sieci gdzie z netu mogę skorzystać.... ale jak mi oni w domu łącze zamontują ;). Na którymś podjeździe Graba zagapia się, zahacza kołem o moje sakwy i wykłada się na środku skrzyżowania. Tego dnia miejsca na nocleg szukaliśmy bardzo długo. Z jednej strony biegła Autostrada, a z drugiej rezerwat otoczony płotem.

16 DZIEŃ

Wstaliśmy późno i dojechaliśmy do najbliższego marketu COOP (Włoska sieć marketów - dosyć tanich). Tam po śniadaniu już prawie standartowo spaliśmy ze względu na upał do 16.00 Do Pizy dalej jedziemy już wzdłuż plaży. Kilka kilometrów jedziemy z Włoszkami, które uchroniły nas przed kolejnym wjazdem na autostradę ;)). Nieźle ciąg...... znaczy pędziły ;). Jakieś 35km/h. Kiedy wjechaliśmy do Pizy było już ciemno. Alex wjechał w wyrwę w asfalcie i zaliczył niezły ślizg. Szukając wieży okazało się, że objechaliśmy mury za którymi stoi dookoła. Wieża nieźle wygląda w nocy oświetlona reflektorami. Wyjeżdżając z miasta przez przypadek trafiamy na kafejkę internetową, skąd wysyłamy maila do gazety. Śpimy kawałek za miastem na drodze do Massa'y.

Wstęp
Uczestnicy
Dzień 1,2,3,4,5,6
Dzień 7,8,9,10,11
Dzień 12,13,14,15,16
Dzień 17,18,19,20,21
Dzień 22,23,24,25,26
Podsumowanie
Statystyka
Ciekawostki
My w mediach
Galeria
  1 2 3 4 5 6
Wyprawa 2002
Wyprawa 2007
trasa wyprawy

2002-2006 © M4riush & gr4b4. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.